– Ściągnij łopatki i głowa do góry. Uderzaj piłkę z większą rotacją, odrobinę bliżej środka kortu, ale szybciej – mówił trener Piotr Sierzputowski. W trakcie finału ze Słowenką wychodził na kort za każdym razem, gdy Świątek gubiła się i mecz stawał się jednostronny. – Graj z uśmiechem – apelował. – Ale nie takim głupim – dodał na widok grymasu tenisistki.

Świątek miała w niedzielę sporo problemów i porady były cenne. Do stresu związanego z pierwszym w karierze finałem doszły zła pogoda i niewygodnie grająca rywalka. W Lugano cały tydzień było chłodno, ale w dniu finału lodowato. W nocy padał deszcz, zamieniając fragment kortu w grząską kałużę. Piłka zachowywała się tam nieprzewidywalnie. Tenisistki grały w dresach i bluzkach z długim rękawem, w czasie przerw zakładały kurtki i otulały się ręcznikami. Kibice kulili się w puchówkach i kryli pod parasolami, bo przez większą część meczu siąpiło, kropiło bądź padało. Z tego powodu sędzia przerwała spotkanie na kilkadziesiąt minut.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej