33 tys. ludzi na trybunach stadionu Wisły miały niesamowitą frajdę. 31 marca zespół z Krakowa rozbił w proch i pył obrońcę tytułu. 0:4 było dla Legii upadkiem na dno. Następnego dnia właściciel Dariusz Mioduski zwolnił aroganckiego Portugalczyka Sá Pinto. Wydawało się, że to typowy akt rozpaczy i desperacji: w ostatnim roku z posadą trenera w Warszawie żegnali się też Romeo Jozak i Dean Klafurić. To była klęska całej koncepcji. Mioduski zatrudniał Chorwatów po to, by zbliżyli najbogatszy klub w Polsce do standardów europejskich.

Serb Aleksandar Vuković prowadził Legię przez pięć dni we wrześniu 2016 roku, potem przez 13 dni w sierpniu 2018 roku. Aż wreszcie zdobył licencję UEFA Pro, by dostać kolejną szansę. Po klęsce w Krakowie Legia wygrała trzy następne mecze, do prowadzącej w tabeli Lechii Gdańsk odrobiła 5 pkt. Rundę mistrzowską zacznie z tego samego poziomu co drużyna Piotra Stokowca i dziś to zespół Vukovicia wygląda na zdecydowanego faworyta rozgrywek.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej