Wszystko przez wirujący Ajax, który po zatrzymaniu Bayernu oraz skopaniu Realu próbuje się dobrać do Juventusu. Historia z grubsza wygląda tak, że ów wybitnie zasłużony dla futbolu klub rzęził ostatnio w zapaści, niemal śmierci klinicznej, by znienacka wrócić, poczynać sobie bezczelnie i bez respektu dla nikogo, uwodzić tzw. neutralnych kibiców cnotami znanymi z odległej przeszłości – powabnym stylem gry, a także śmiałym wypuszczaniem na Europę dzieciarni. Nie wystawia aż takiego przedszkola jak u schyłku XX wieku, ale jeśli zlustrować podstawowe składy wszystkich ćwierćfinalistów, to okaże się, że polega na chłopcach wszędzie tam, gdzie szczególnie potrzeba doświadczenia, dojrzałości, odpowiedzialności. W strefach boiska wrażliwych, rzadko wybaczających nawet drobną pomyłkę.

Najmłodszy bramkarz? André Onana, który parę dni temu obchodził 23. urodziny – stoi między słupkami Ajaxu. Najmłodszy stoper? Matthijs de Ligt, zawodnik wciąż nastoletni, a mimo to wystrojony w opaskę kapitana – patroluje przedpole Ajaxu. Najmłodsi środkowy pomocnicy? Tu lideruje reprezentujący rocznik 1997 turyńczyk Rodrigo Betancur, ale zaraz za nim szyku zadają Frenkie de Jong i Donny van de Beek, ledwie kilka tygodni starsi rówieśnicy – obaj zasuwający na chwałę Ajaxu. A kto był ćwierćfinalistą najmłodszym w ogóle wśród wszystkich rzuconych na boisko? Poznajcie urodzonego w roku 2000 Jurgena Ekkelenkampa – naturalnie wychowanka Ajaxu, któż inny zaryzykowałby wypuszczenie niemowlaka na cynicznych twardzieli z Juve.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej