17-latka z Warszawy była blisko zostania drugą Polką w historii, która triumfowała w turnieju WTA. Świątek prowadziła 2:0 w decydującym secie, ale potem cztery kolejne gemy wygrała Słowenka. Na korcie pojawił się trener Świątek Piotr Sierzputowski. - Trzymaj piłkę w korcie, nadawaj jej więcej rotacji. Zasuwaj, pracuj - doradzał. Wcześniej po rozmowach z nim Polka zaczynała grać lepiej, pewnie w dużej mierze dzięki radom trenera zdobyła drugiego seta. W trzecim strat już nie odrobiła. Pierwszą piłkę meczową wybroniła odważnym atakiem, ale przy drugiej zagrała daleko w aut.

Mecz od początku toczył się w ciężkich warunkach. W Lugano cały tydzień było chłodno i wilgotno, ale w niedzielę pogoda wyraźnie się pogorszyła. W nocy padał deszcz i po jednej stronie kortu przy siatce widać było ciemnopomarańczową plamę. Kort w tym miejscu był grząski, piłka odbijała się inaczej, kilkukrotnie myląc zawodniczki. Było zimno, mniej niż 10 stopni, kibice oglądali mecz w puchówkach.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej