To opowieść pouczająca również dla Polaków. Z Leónem, czyli naturalizowanym uciekinierem z Kuby, biało-czerwona drużyna zamierza wszak wreszcie wystrzelić na olimpijskie podium. Czekamy już 43 lata.

Na razie 26-letni supergracz miał wykatapultować na szczyt Perugię. Gdy tam przed sezonem wylądował, witano go jako siatkarskie wcielenie Cristiano Ronaldo, który w tym samym momencie leciał do Juventusu. I rzeczywiście, analogiom nie sposób było się oprzeć: obaj seryjnie triumfowali w Lidze Mistrzów (spolszczony Kubańczyk cztery razy z rzędu w Zenicie, Portugalczyk trzy razy z rzędu w Realu Madryt); obaj rozbłysnęli w poprzednich klubach na megagwiazdy; obaj zostali wezwani przez włoskie drużyny z ambicjami, bo uznano ich za brakujący element niezbędny do wzięcia władzy w Europie. Obaj uchodzą za mentalnych kolosów, którzy na swój szczyt wzlatują w chwilach rozstrzygających, krytycznych, wymagających najwyższej odporności psychicznej.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej