Serial „Losers” zaczyna się od słów Michaela Bentta, niewydarzonego mistrza świata wagi ciężkiej: – Kiedy wychodziłem z szatni na ring, chciałem, aby w tym cholernym mieście zgasło światło. Żeby jakieś zasrane tornado przeszło nad halą i żeby odwołali walkę. Tak się bałem.

Bentt bił się w ringu głównie z myślami o ojcu psychopacie. Jeśli wygrywał, to przyciśnięty do narożnika, kiedy nie był sobą i z rywalami równie zwichrowanymi co on albo bardziej.

Sport - najbardziej brutalna dziedzina życia

Tak było z Benttem wiele lat temu. W ostatni weekend natomiast młody Patryk Szymański z płaczem oznajmił, że kończy bokserską karierę, kiedy 35-letni górnik przodowy Robert Talarek znokautował go, choć leżał na deskach cztery razy. Bo on sam - Szymański - pod ciosami górnika padł sześciokrotnie.

Załóżmy, że jesteś biznesmenem lub menedżerką w firmie: spartolisz coś, pięciu po tobie poprawi. Rzadko zdarzają się w biznesie pojedynki indywidualne – a jeśli już, to na orbicie wokółziemskiej, gdy Bezos negocjuje z Gatesem. Procesy wzrostu i upadku są zwykle rozciągnięte w czasie. Sukcesy i porażki bywają rozmyte. Nawet jeśli ktoś wyższej ulokowany w hierarchii zauważy, że ty, właśnie konkretnie ty, spartoliłeś ważną sprawę, da ci dobre referencje i po cichu wepchnie do konkurencji, żebyś i jej coś spartolił (skoro masz taki talent).

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej