Nikt nie widział, żeby pił colę, nie zna smaku większości kolorowych napojów. Żadnych frytek czy czipsów, McDonalda i innych fast foodów. Kino chętnie – „Kilera” cytuje z pamięci – ale popcornu odmawiał od dzieciństwa. – Hubert bardzo dba o dietę. Nie dlatego, że ktoś mu kazał, po prostu zawsze starał się jeść zdrowo – mówi Filip Kańczuła, który trenował go w latach 2010-16.

Michał Dembek popcornem się zajadał, a potem na korcie spuszczał Hubertowi Hurkaczowi łomot. Obaj urodzili się w 1997 r., w turniejach spotykali się od dzieciństwa, zazwyczaj w finałach. – To były szybkie mecze. Hubert zbierał 1:6, 0:6 i schodził ze spuszczoną głową. Przeżywał. Wtedy nie mogło być inaczej, bo trenował po 8-10 godzin w tygodniu, a Michał dwa razy tyle – mówi Agnieszka Babicka, która ćwiczyła Hurkacza przed Kańczułą. – Rodzice Huberta zastanawiali się, czy nie wydłużyć treningów, ale nie o to chodzi, by wygrywać w wieku 12 lat. Prognozowałam, że nadrobi różnicę przed osiemnastką i tak się stało. Pierwszy raz pokonał go w mistrzostwach Polski do lat 16.

Pozostało 84% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej