Lebron dogania Jordana

W Staples Center mecz dopiero się rozkręca, ale Lakers już muszą odrabiać straty, w połowie drugiej kwarty Nuggets mają na koncie 55 punktów, a ekipa z LA – 37. Rozgrywający Rajon Rondo podaje więc do LeBrona Jamesa. Ten gubi obrońcę, wchodzi pod obręcz i trafia trochę koślawym rzutem z lewej strony kosza.

Koledzy podbiegają do Jamesa, przytulają, zbijają piątki. Kibice wstają z miejsc, niemal 20 tys. osób na stojąco bije mu brawo. „Wybraniec” (to przydomek koszykarza, wytatuował go sobie na plecach – „The Chosen One”) właśnie prześcignął Michaela Jordana w liczbie zdobytych punktów i stał się czwartym strzelcem w historii NBA.

Lakers poza play offs

Ale Jamesowi daleko do euforii. Koszykarz unosi ku niebu wskazujący palec, ale nawet się nie uśmiecha. Kiedy w przerwie w hali pod kopułą wyświetlany jest filmowy hołd dla Jamesa i jego osiągnięć, zerka sporadycznie. Odbiera gratulacje, wraca na parkiet i gra toczy się dalej.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej