Chociaż karierę zakończył w wieku 23 lat, sukcesów miał mnóstwo. Brąz na mistrzostwach Europy w Göteborgu w 1991 r., trzy tytuły mistrza Polski, dwa zwycięstwa w turnieju im. Feliksa Stamma, cztery wygrane w klasyfikacji pisma "Boks" na najlepszego polskiego pięściarza.

No i ten brąz na IO w Seulu w kategorii półśredniej. Wywalczony w niezwykłym stylu, niemalże jedną ręką. - Jeszcze w czasach juniorskich źle uderzyłem w czoło jednego z rywali. Powypadały mi wówczas kości ze stawów w dłoni. To był straszny ból. Od tego czasu zmagałem się z tą kontuzją. Nikt nie był w stanie mi pomóc - wspominał w rozmowie z Onetem. - Właściwie przy każdym uderzeniu przeszywał mnie ból. I ten uraz odnowił mi się miesiąc przed igrzyskami. Nie przyznawałem się jednak, bo inaczej w ogóle nie pojechałbym do Seulu - mówił.

Jan Dydak zawodowcem nie został

Urodził się w Czeladzi, w tym samym roku (1968) co Andrzej Gołota i Dariusz Michalczewski. Jednak gdy oni ruszyli na podbój zawodowych ringów, Dydak - nie mniej wyszkolony technicznie - zakończył karierę. Zmagał się z kontuzjami dłoni, a kluby bokserskie w Polsce były w coraz gorszej sytuacji finansowej. Nie przeszedł na zawodowstwo. - Lepiej dla zdrowia, że tak wcześnie skończyłem. Szybko i dobrze, a nie przeciągać. Tak jest lepiej. Po co mieć na koncie 400 walk, jak można mieć 200 i być zadowolonym - opowiadał. - Dzięki temu jestem teraz zdrowszy. W sporcie trzeba krótko i intensywnie. Nie można przeciągać niektórych rzeczy, zwłaszcza w tej ciężkiej dyscyplinie.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej