Do roli zbawcy wrócił Robert Lewandowski. Na kwadrans przed końcem zerwał się do sprintu, wyskoczył, uderzył piłkę głową. Po 840 minutach gry bez gola w reprezentacji kraju! A kilka akcji później kolejnego dołożył Kamil Glik.

Odetchnęliśmy, bo wcześniej Polacy wyglądali słabiuteńko, nieudolnością chwilami wręcz zdumiewali. Im bardziej przybywa nam piłkarzy wysokiej klasy europejskiej, tym trudniej zrozumieć, co wyprawiają oni po założeniu biało-czerwonej koszulki. Zwłaszcza gdy spotykają rywali jak ten niedzielny, który, gdyby go posłać do polskiej ekstraklasy, broniłby się przed spadkiem.

Pozostało 83% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej