Do roli zbawcy wrócił Robert Lewandowski. Na kwadrans przed końcem zerwał się do sprintu, wyskoczył, uderzył piłkę głową. Po 840 minutach gry bez gola w reprezentacji kraju! A kilka akcji później kolejnego dołożył Kamil Glik.

Odetchnęliśmy, bo wcześniej Polacy wyglądali słabiuteńko, nieudolnością chwilami wręcz zdumiewali. Im bardziej przybywa nam piłkarzy wysokiej klasy europejskiej, tym trudniej zrozumieć, co wyprawiają oni po założeniu biało-czerwonej koszulki. Zwłaszcza gdy spotykają rywali jak ten niedzielny, który, gdyby go posłać do polskiej ekstraklasy, broniłby się przed spadkiem.

Łotysze od futbolu wolą hokej i koszykówkę, a dla piłkarzy szczytem marzeń bywa właśnie kontrakt w naszej lidze. W podstawowym składzie zmieściło się aż dziewięciu zatrudnionych w Polsce w przeszłości lub obecnie, i to nie w czołowych klubach. Jak Vladislavs Gutovskis, który oddał w tym meczu pierwszy strzał – i to bardzo groźny. Na co dzień jego popisy podziwiają kibice w Niecieczy, która z ekstraklasy zleciała w poprzednim sezonie. I raczej prędko do niej nie wróci.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej