„Być głównym trenerem reprezentacji to moje marzenie” – mówił to pan w 2016 r. na początku swojej pracy z Polską. Spełniło się po trzech latach.

– Nie spodziewałem się, że nastąpi to tak szybko. Niemniej uważam, że jestem gotowy. Wiem, jakiej klasy zawodników będę prowadził, i wiem, jaki sztab szkoleniowy będę miał za sobą – on zostanie bez zmian, dojdzie jeszcze tylko jeden asystent. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że jest to skok na głęboką wodę, ale wierzę w siebie i podejmuję wyzwanie. Odpowiedzialności się nie boję.

No właśnie, poprzeczka zawieszona jest bardzo wysoko. Kamil Stoch i Piotr Żyła mają już ponad 30 lat, Dawid Kubacki 29, a oczekiwania w Polsce ciągle są ogromne.

– Bardzo dobrze poznałem polskie skoki. Według mojej koncepcji praca pierwszego trenera kadry polega nie tylko na szkoleniu najlepszych zawodników. Będę spoglądał szerzej. W przyszłym tygodniu wspólnie z profesorem Haraldem Pernitschem [specjalista od indywidualizacji treningu, pracuje w Polsce od 2016 r.] opracujemy plan na kolejny sezon, ale już mogę powiedzieć, że głównej ekipy nie zamykam na żadnego zawodnika. Czy kadra A będzie liczyła więcej niż sześć osób? Jeszcze nie wiem. Wracając do naszych najlepszych skoczków, to nie patrzę na wiek zawodników, ponieważ w Czechach pracowałem ze starszymi. Kluczowe są umiejętności, a nie metryka.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej