Szybka reakcja Horngachera

Przed wejściem Polaków na najwyższy stopień podium długo trwało poklepywanie się po plecach Kamila Stocha i Stefana Horngachera. Byli szczęśliwi, wpadli sobie w ramiona, ale bez egzaltacji. Wyglądali jak dwóch dorosłych facetów, którzy sporo razem przeszli i znają się na wylot.

Trener reagował szybko. Po piątkowym konkursie, w którym trzykrotny mistrz olimpijski zajął dopiero 18. miejsce, przed drużynówką przesunął go z czwartej grupy skoczków do drugiej. - Ostatni czuje największą presję. Wie, ile skoczyli zawodnicy przed nim, wie, że mogą odebrać prowadzenie. Jeśli w głowie pojawi się niepewność, bardzo trudno sobie z nią poradzić. Jako drugi skakałem na większym luzie - wyjaśniał już po zwycięstwie Stoch.

Sytuacja bez precedensu w polskich skokach: przed zawodami drużynowymi polscy kibice najbardziej obawiali się właśnie o próby 31-latka z Zębu na jego ulubionej Letalnicy, na której latał powyżej 250 m. Ale to dwa lata temu.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej