Trudno uwierzyć, by Thiem mógł Hurkacza zlekceważyć. - Mam za sobą świetny turniej, ale tu zaczynam od zera i od pierwszego meczu będę miał trudnych rywali - mówił Austriak, który przyleciał do Miami prosto z Indian Wells, gdzie w finale pokonał Rogera Federera. Dzięki temu powrócił na czwarte miejsce rankingu ATP. Wyżej w karierze jeszcze nie był. W Miami rozstawiony jest z trójką, bo na turniej nie przyleciał kontuzjowany Rafael Nadal.

Hurkacz w rankingu jest 54., ale to nie oddaje tego, jak znakomicie gra w ostatnim czasie. W Indian Wells odpadł dopiero w ćwierćfinale Federerem, był uznany jednym z objawień turnieju. Pokonał tam trzech wyżej notowanych tenisistów, w tym Japończyka Kei Nishikoriego, od lat jednego z dziesięciu najlepszych na świecie. Teraz Polak sprawił jedną z największych niespodzianek turnieju w Miami, eliminując Thiema.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej