Kamil Stoch kolejny raz będzie miał trudną noc. W sobotę zawody drużynowe, a trzykrotny mistrz olimpijski znowu wpadł w dołek. – Kolejny raz zawaliłem konkurs drużynowy – mówił niedawno w Oslo 31-latek. Widać, że bardzo mobilizuje się na zmagania reprezentacji, a akurat podczas ostatniego Raw Air dwukrotnie wypadał bardzo słabo. Miał zamiar w Planicy – na skoczni, którą uwielbia – przegonić demony z Norwegii. Chyba się nie udało. Podczas drużynówki znów będzie nerwowo.

W piątkowym konkursie indywidualnym Stoch zajął 18. miejsce i był w nieprzyjemnym humorze. Czego mu zabrakło? – Metrów. – Czy jest już zmęczony sezonem? – Bardziej pytaniami o to. Fizycznie wszystko jest okej. Popełniam błędy techniczne i to jest najbardziej wkurzające. Im bardziej się staram, tym gorzej wychodzi – tłumaczył lapidarnie.

Skoczek tak genialny właściwie przez cały sezon zmaga się z pewnymi problemami technicznymi i nie za bardzo potrafi je wyeliminować – kolejny dowód na to, jak trudną dyscypliną sportu są skoki narciarskie. Jeśli akurat skoczy poprawnie, ląduje na podium, jeśli błąd wróci, nie ma mowy o czołowych wynikach. W Zakopanem Polak tłumaczył: – Źle kieruję odbicie i potem próbuję skorygować to w locie. Ale wtedy jest już za późno.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej