Gdyby na początku sezonu ktoś powiedział, że Polska będzie mieć przedstawiciela w półfinałach zreformowanej Ligi Mistrzów, a druga drużyna będzie o włos od sprawienia największej sensacji w XXI w., w najlepszym przypadku zostałby uznany za fantastę. A jednak – PGE Skra wyeliminowała sponsorowanego przez Gazprom wicemistrza Rosji, którego stać na zatrudnienie takich gwiazd jak Georg Grozer czy Oreol Camejo, zawodników poza zasięgiem finansowym najbogatszych Polskich klubów.

Młodzi mistrzowie bez kompleksów

Bełchatowianie awansowali po złotym secie, który w siatkówce jest jak dogrywka i rzuty karne w piłce nożnej. W swojej hali pokonali Zenit Sankt Petersburg 3:1, w rewanżu doznali porażki w takim samym stosunku, nie grając dobrze. W rozstrzygającej partii dominowali jednak wyraźnie, a w rolach głównych wystąpili najmłodsi w drużynie: Jakub Kochanowski, Artur Szalpuk czy Kacper Piechocki popisujący się kapitalnymi obronami. Wytrzymali presję, co przez lata nie było mocną stroną polskich siatkarzy. Do głosu dochodzi jednak pokolenie, które gra bez respektu dla bardziej utytułowanych rywali. Weszli do siatkówki zwycięstwami, więc nie mają kompleksów. Efekty widać także w Lidze Mistrzów. Polskie kluby już nie wychodzą na boisko, by honorowo przegrać, ale są groźne dla najlepszych. Jak podczas mistrzostw świata, w których ważne role odegrały żółtodzioby: Kochanowski, Szalpuk czy Aleksander Śliwka z Zaksy Kędzierzyn-Koźle.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej