Podobno jeden z polskich skoczków aż zaklął, gdy kilka lat temu stanął przed skocznią w Planicy. Jest istotnie tak wielka – nie ma szans, by kibice zobaczyli z dołu zawodnika siedzącego na belce startowej. On rozpędza się do ponad 100 km na godz., mając nadzieję na ponad 220-metrowy lot. – Każdy jest wyjątkowym doznaniem – mówił po czwartkowych kwalifikacjach Kamil Stoch, wciąż rekordzista Letalnicy (251,5 m). – Uwielbiam ją – dodał chwilę później.

Nie tylko on i nie tylko skoczkowie. Kwalifikacje odbyły się o godz. 11, a już było bardzo dużo kibiców. Mnóstwo dzieci – a nic nie wiadomo, by również w Słowenii nauczyciele strajkowali.

Gdy leci ich reprezentant, szaleją. Jak Polacy w Zakopanem. Mają też - by użyć pewnego skrótu - swoją "Pieśń o Małym Rycerzu", nie tak patetyczną jednak. Jest nią wesoła, folkowa przyśpiewka "Planica Planica, Królowa Śniegu", napisana w 1979 r. przez byłego skoczka kadry słoweńskiej Slavko Avsenika, występującego w latach 1946-52. Jeśli zawodnik osiągnie przynajmniej 230 metrów, niechybnie ją usłyszy.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej