Stoch i przyszłość Horngachera

- Nie wiem, co się dzieje, nie rozumiem tego. Muszę na spokojnie przeanalizować wszystko i razem z Kamilem znaleźć wyjście - mówił w sobotę Stefan Horngacher. Austriacki trener czuje się wyjątkowo niezręcznie w całej sytuacji. Przez trzy lata pracy w Polsce uczynił z lidera kadry najjaśniejszą gwiazdę. Przy Horngacherze Stoch właściwie nigdy nie przeżył kryzysu formy. Miewał gorsze chwile, takie, które łatwo było wyjaśnić stwierdzeniem: „Nie jestem maszyną”. I właśnie teraz, gdy waży się przyszłość Horngachera w Polsce i wiele wskazuje na to, że przyjmie propozycję z Niemiec, Stoch zaczął skakać słabo, chwilami najgorzej w zespole.

- Znowu zawaliłem konkurs drużynowy - powiedział w Oslo na inaugurację Raw Air. Wyraz „znowu” wskazuje na bardzo wysokie wymagania, jakie Stoch stawia sobie. Przecież z 24 konkursów drużynowych, w których Polacy dolatywali do podium Pucharu Świata, aż 23 razy robili to pod przywództwem trzykrotnego mistrza olimpijskiego. Stochowi zdarzyło się skoczyć poniżej możliwości, ale to on ciągnął zespół do medali: trzy razy w mistrzostwach świata (Val di Fiemme, Falun, Lahti), raz na igrzyskach (Pjongczang) i raz podczas MŚ w lotach (Oberstdorf).

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej