Australijczycy postanowili aspirować do organizacji igrzysk olimpijskich w 2032 roku. Miałyby się one odbyć w Brisbane i na terytorium stanu Queensland. Co więcej, Australia oświadczyła Międzynarodowemu Komitetowi Olimpijskiemu, że jest w stanie przeprowadzić takie igrzyska kosztem mniejszym niż wydatki na Igrzyska Wspólnoty Narodów (Commonwealth), które w zeszłym roku odbyły się w Gold Coast, także w Queensland.

Tamta impreza, która zgromadziła sportowców z 71 krajów Brytyjskiej Wspólnoty Narodów, od Kanady po Nową Zelandię i Nauru, kosztowała 1,5 mld dol. australijskich, co było wydatkiem niższym niż podobne igrzyska w Delhi w Indiach w 2010 roku. Hindusi, nie bacząc na poziom biedy w swoim kraju, przeprowadzili je z gigantycznym rozmachem i wydali przeszło 4 mld dol. Mało tego, Australia szacuje, że Igrzyska Wspólnoty Narodów przyniosą jej 2 mld dol. zysków ekonomicznych, z czego 550 mln dol. z racji zamówień i kontraktów. „Igrzyska organizowane z głową” – zaznaczają swój sposób tworzenia podobnych imprez z wykorzystaniem wyłącznie istniejącej już infrastruktury sportowej oraz wsparcia finansowego organizacji zamawiającej. W tym wypadku byłby to MKOl.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej