To nie była tajemnica. Od kilku tygodni nie było wątpliwości, że selekcjoner Jerzy Brzęczek znów postawi na byłego piłkarza Borussii Dortmund. On zresztą także po to przeniósł się do Wisły: z Krakowa miało być mu do kadry bliżej niż z Wolfsburga. W Niemczech został zapomniany, odstawiony, przez całą jesień spędził na boisku w sumie 19 minut. – Jeśli Kuba nie będzie grał [w klubie], nie ma prawa przyjeżdżać na reprezentację – mówił w listopadzie Zbigniew Boniek, prezes PZPN, w rozmowie z „Wyborczą”.

W Wiśle Błaszczykowski gra. Zresztą stał się dla niej kimś więcej niż piłkarzem. Jest nietykalny, nikt nie piśnie o nim złego słówka. Mocno zaangażował się w akcję ratowania klubu przed upadkiem (wspólnie z dwoma biznesmenami pożyczyli Wiśle 4 mln zł), gra za darmo, i kibice najchętniej nosiliby go na rękach.

Błaszczykowski szybki, ale niewiele więcej

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej