Amerykanki zrobiły to znowu. Tym razem w Dzień Kobiet.

Od razu wyjaśnijmy – spór dotyczy tylko zarobków za grę w reprezentacji. Ale dla amerykańskich piłkarek to główne źródło dochodu. Dla ich kolegów nie.

Czy te drużyny są równe?

One są zespołem numer jeden w rankingu FIFA, w tym roku będą bronić złota na mundialu we Francji. Od 1991 r. zdobywały medal w każdym turnieju, trzy razy zostały mistrzyniami świata, a w czterech igrzyskach olimpijskich (na sześć) były najlepsze. Oni w tym czasie nie zdobyli żadnego medalu, nie zakwalifikowali się do MŚ w 2018 r., rozegrali mniej meczów niż drużyna kobieca. Mimo to mistrzynie zarabiają w reprezentacji mniej niż ich koledzy – w najlepszym razie przeciętni.

Hope Solo, była bramkarka reprezentacji, w „Wysokich Obcasach” tłumaczyła: „W mundialowym sezonie [2014 r.] bramkarz Tim Howard wystąpił w ośmiu meczach. Ja w moim [2015 r.] – w 24. On dostał 10 proc. więcej niż ja za jedną trzecią rozegranych meczów. Ja wygrałam mundial i dostałam tytuł najlepszej bramkarki, mężczyźni odpadli w 1/16”.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej