Ceremonia dekoracji na mistrzostwach świata w Seefeld. Tłum kłębi się wokół sceny, na której stoi podium. Dawid Kubacki zszedł z niego ze złotym medalem, jeszcze wzruszony. To jego pierwsze indywidualne trofeum. – To chyba dobrze, że nasze skoki przestały być teatrem jednego aktora – powiedział. Srebrny Kamil Stoch potwierdził. – Przegrać z Dawidem to przyjemność.

Kiedy trzy lata temu Stefan Horngacher przybywał do Polski, Kubacki był zdegradowany do kadry B, nawet w chwilach wzlotu nie potrafił skoczyć powyżej siódmej pozycji w Pucharze Świata. Część rodzimych trenerów uważała, że to absolutny szczyt jego możliwości. Austriak wyznaczył natomiast Kubackiemu nową parabolę lotu. Lotu, który doprowadził do lądowania na podium mistrzostw świata. Kiedy zagadnęliśmy Horngachera o przeciętny talent Kubackiego, nawet nie otworzył ust. Skrzywił się i machnął ręką, jak na opinię poniżej wszelkiego poziomu.

Pozostało 80% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej