Kłopoty ze znalezieniem gospodarza zimowych igrzysk olimpijskich zaczęły się przy okazji ich edycji w 2022 roku, którą ostatecznie otrzymał Pekin – pierwsze w dziejach miasto, które będzie organizowało zarówno letnie, jak i zimowe igrzyska. Chińczycy rywalizowali jedynie z miastem Ałmaty w Kazachstanie, wszyscy inni kandydaci wycofali się z uwagi na drastycznie rosnące koszty organizacji imprezy. Z 900 mln dol. kanadyjskich w 1988 roku w Calgary wzrosły one do 6,5 mld w 2010 roku w Vancouver. Koreańczycy w 2018 roku wydali na igrzyska w Pjongczangu około 13 mld. To już są koszty monstrualne i absurdalne.

Z walki o igrzyska w 2022 roku zrezygnowały więc: Oslo, Sztokholm, Lwów, a po referendum również Kraków. Zostali wyłącznie dwaj Azjaci. A przecież jeszcze o edycję w 2014 roku ubiegało się siedem miast, z Sofią w Bułgarii i Bordżomi w Gruzji włącznie, a o igrzyska w 2010 roku walczyło ośmiu kandydatów, w tym nawet Andora.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej