Włoch i Brytyjczyk ostatni raz zameldowali się w niedzielę po południu z namiotu rozbitego na wys. 6000 m. Nardi zadzwonił do żony, wcześniej razem z Ballardem wrócili z wys. 6300 m. To wciąż prawie dwa kilometry poniżej szczytu Nagiej Góry (8125 m n.p.m.), ale trudności techniczne żebra Mummery’ego – nikomu jeszcze nie udało się nim wspiąć – kończą się na wys. 6650 m. Potem droga do wierzchołka wiedzie przez olbrzymie pola śnieżne, a następnie piramidę szczytową, śnieżno-skalny trapez o wysokości ok. 600 m.

Pogorszenie pogody na Nanga Parbat

W poniedziałek pogoda się pogorszyła. W środę Pakistańczycy zatrudnieni przez agencję obsługującą wyprawę sprawdzili przez lornetki, co się dzieje na skalnym filarze żebra Mummery’ego. Nikogo jednak nie wypatrzyli.

Włoskiej ambasadzie udało się namówić firmę Askari Aviation – zarządzaną przez byłych generałów pakistańskiej armii, mającą monopol na akcje ratunkowe z użyciem śmigłowca – na wysłanie helikoptera nad Nangę. Firmę namówiono, oczywiście, gotówką – bez niej Askari nie lata niezależnie od okoliczności. Przekonaliśmy się o tym przed rokiem podczas akcji, która miała na celu uratowanie Tomasza Mackiewicza i Élisabeth Revol. Pakistańczycy czekali wtedy na kilkadziesiąt tysięcy dolarów – dopóki ich nie dostali, nie wysłali śmigłowców. Nardi był wówczas jedną z kilkunastu osób zaangażowanych w organizację pomocy dla Polaka i Francuzki. Z Revol wspinał się na żebrze Mummery’ego w 2013 r., z Mackiewiczem spotkał się pod Nangą dwukrotnie. W dramatycznych dniach końcówki stycznia 2018 r. Włoch pomagał kontaktami w Pakistanie oraz znajomością topografii Nangi – wyszukiwał miejsca, gdzie mógłby wylądować helikopter, wskazywał trudności, które samotnie schodząca Revol mogła napotkać na swojej drodze.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej