Dariusz Wołowski: Jutro konkurs drużynowy, bronicie tytułu mistrzów świata z Lahti. Trzeba będzie jednak skakać znacznie lepiej niż w zawodach indywidualnych.

Kamil Stoch: Nie wydaje mi się konieczne, żebyśmy musieli zrobić cokolwiek ponad nasze możliwości. Stać nas na to, by walczyć ze wszystkimi, mamy takie możliwości. Trzeba skakać bardzo dobrze, ale to normalne podczas mistrzostw świata. Nie musimy jednak przejść samych siebie.

Dawid Kubacki powiedział, że dziś wygrali ci, którzy popełnili najmniej błędów. Zgadza się pan?

- Nie jest to zbyt odkrywcze, tak zwykle bywa w zawodach o mistrzostwo świata. A także w każdych zawodach na najwyższym poziomie. Dziś najmniej błędów popełnił Markus Eisenbichler.

Ale on nigdy dotąd nie wygrał zawodów Pucharu Świata, a Killian Peier nigdy nie stanął nawet na podium.

- Nie ma to żadnego znaczenia. Medali nie przyznają nam za zasługi, ale za to, czego dokonamy w zawodach. A dziś Eisenbichler oddał dwa znakomite skoki. Więc jego zwycięstwo jest absolutnie zasłużone i chyba nikogo nie szokuje, bo on na Bergisel skakał dobrze od pierwszego treningu. To samo Peier. Bez względu na to, co zrobili wcześniej, dziś zasłużyli na podium, nikt im niczego nie sprezentował. Reguły tego sportu są jasne. I wszyscy je akceptujemy.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej