Dariusz Wołowski: Ile w pana życiu zmieniło pierwsze pucharowe zwycięstwo w Predazzo?

Dawid Kubacki: Dostałem dowód na to, że stać mnie, by rywalizować na najwyższym poziomie. A poza tym to już niezbyt wiele. Nie mam czasu myśleć o tamtym konkursie, po co wracać do czegoś, co w niczym mi nie pomoże tu i teraz? Zwycięstwo powinno motywować do pracy, stanowić dowód na to, że idzie się w dobrym kierunku. Najgorsze, co może zrobić sportowiec, to rozmarzyć się nad przeszłością i z uporem maniaka wracać do swoich najlepszych momentów.

Bez marzeń, bez presji

Jakie ma pan marzenia dotyczące MŚ w Seefeld?

– Nie przyjechałem tutaj po to, by marzyć, ale po to, by dać sobie szansę na spełnianie marzeń. Przede wszystkim liczą się dobre skoki, dla mnie wszystko się od tego zaczyna i na tym się kończy. To warunek podstawowy. Skoczek musi chodzić po ziemi, a nie bujać w obłokach.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej