Dariusz Wołowski: Najlepsze wspomnienia w pana karierze dotyczą mistrzostw świata. Dwa lata temu w Lahti zdobył pan złoto z drużyną i brąz indywidualnie. W sobotę i w niedzielę w Seefeld będzie pan ich bronił.

Piotr Żyła: Ja tak sprawy nie stawiam. Lahti i Seefeld to dwa wydarzenia, które nie mają ze sobą wiele wspólnego. Wspomnienia są dobre, może faktycznie takich wyników jak w Lahti nigdy nie miałem, ale to przeszłość. A ja mam patrzeć w przyszłość, a najlepiej na ten najbliższy skok. Przeżyłem już trochę i wiem, że jeśli się człowiek nie skupi na zadaniu, tylko zaczyna bujać w obłokach, to zazwyczaj ląduje na tyłku. Dla mnie istnieje tylko tu i teraz, nie wybiegam myślą daleko, ani wprzód, ani w tył.

Rok temu w ostatnim sprawdzianie przed igrzyskami stanął pan w Willingen na podium, by w Pjongczangu przeżyć zapaść. Teraz pana forma jest stabilna?

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej