W pierwszej serii niedzielnych zawodów Polacy skakali jak zaprogramowani. Dawid Kubacki – 143 m, Piotr Żyła – 142 m i Kamil Stoch – 138,5 m. Na rozbiegu pozostał już tylko Ryoyu Kobayashi, tymczasem trójka skoczków Stefana Horngachera przewodziła w klasyfikacji.

Japończyk przebił wszystkich – 146 m dawało mu aż 10 pkt przewagi nad Żyłą.

To było właściwie rozstrzygnięcie Willingen Five. Żyła był w nim wiceliderem i tę pozycję utrzymał. Udany skok na bank, czyli sięgnięcie po zwycięstwo w cyklu i premię 25 tys. euro – większą, niż oferują organizatorzy Turnieju Czterech Skoczni – było nierealne. Ryoyu Kobayashi okazał się poza zasięgiem także w drugiej serii (144 m). Żyła przełamał jednak serię czwartych miejsc w Pucharze Świata (w ostatnich sześciu konkursach indywidualnych miał ich pięć) i w niedzielę stanął wreszcie na podium. To jego dziesiąta pozycja w czołowej trójce PŚ, szósta w tym sezonie.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej