Mauro Icardi powinien raczej zmierzać ku statusowi nietykalnego: aktualny król strzelców ligi włoskiej; zdobył ten tytuł już dwukrotnie, co bohaterom Interu zdarza się rzadziej niż raz na pół wieku; jutro skończy dopiero 26 lat, więc teoretycznie ma przed sobą bezkresną przyszłość; choć pochodzi z Argentyny, od 2015 roku nosił opaskę kapitana. Ale tego ostatniego rekwizytu w ubiegłym tygodniu został pozbawiony, a wtedy zaczęło się rozlatywać wszystko. Nazajutrz odmówił wylotu do Wiednia na mecz Ligi Europy, na kolejny nie został już powołany, stosunki z szefami zlodowaciały, szanse na ocieplenie zmalały ponoć prawie do zera, media zaczęły donosić o konflikcie w szatni – piłkarz ma jadać posiłki w klubowej stołówce samotnie, bo koledzy całkiem go odizolowali. Ucierpiała także żona Icardiego, której w SMS-ach grożą śmiercią, jej samochód obrzucono kamieniami, czuje się śledzona.

Pozostało 84% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej