Przed dwiema ostatnimi seriami turnieju Willingen Five Karl Geiger miał 1,9 pkt przewagi nad Ryoyu Kobayashim, 6,4 nad Piotrem Żyłą oraz 10,1 nad Kamilem Stochem. Wczoraj 26-letni Niemiec w drugim skoku konkursu poleciał aż 150,5 m (do rekordu skoczni zabrakło mu tylko 1,5) i bardzo zbliżył się do wygrania turnieju i 25 tys. euro.

Jego przewaga nad liderem PŚ Kobayashim była minimalna, ale nie tylko Japończyk mógł mu zagrozić. Klasyfikowani na 3. i 4. pozycji Polacy przez cały weekend skakali na Mühlenkopfschanze daleko, więc nawet tak duża strata trzykrotnego mistrza olimpijskiego wcale nie wydawała się nie do odrobienia.

W zawodach wzięło udział sześciu Polaków. Jako pierwszy z nich wystartował Maciej Kot, największa tajemnica polskich skoków. Skoczek, którego - pewnie z powodu słabych rezultatów w PŚ - nie odstępuje ostatnio filozoficzny nastrój. - Jestem albo zbyt głupi, albo zbyt inteligentny na tę dyscyplinę - zastanawiał się wczoraj. W pierwszej próbie skoczył dobrze (133 m) i wszedł do finałowej serii. Odpadł Stefan Hula (127,5), awansował Jakub Wolny, rewelacyjny w piątek w konkursie drużynowym, słaby w sobotę (33.). 23-latek skoczył 137 m i pierwszą serię skończył na 17. pozycji. Kot zajmował 26. miejsce.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej