Wicemistrzowie Polski wygrali w sobotę z drużyną z Płocka 1:0. Spotkanie porywające nie było, ale jego końcówka na pewno pozostanie w pamięci. Jagiellonia zwycięskiego gola zdobyła dopiero w piątej minucie doliczonego czasu gry – po strzale Jakuba Wójcickiego na stadionie w Białymstoku wybuchła euforia.

Po meczu nie strzelec był głównym bohaterem, lecz Dominik Furman.

Podczas spotkania kilkakrotnie dochodziło do przepychanek i wymiany zdań między zawodnikami obu drużyn. W 60. minucie sędzia Tomasz Kwiatkowski odgwizdał faul Romanczuka, niemal doszło do bójki, zaangażowanych było kilku zawodników. Zawodnik Jagiellonii otrzymał żółtą kartkę. Po meczu również doszło do przepychanek.

Po spotkaniu Romanczuk – zwykle spokojny i do rany przyłóż – był bardzo zdenerwowany. Opowiedział, co się stało: – Gramy przeciwko rasizmowi, a on [Furman] wyzywa mnie od Bandery. Trudno opanować emocje, znając historię mojej rodziny. Moja rodzina była również zamordowana przez Banderę [Stepan Bandera to przywódca ukraińskich nacjonalistów, banderowców, jego organizacja OUN-B odpowiada za rzeź polskiej ludności na Wołyniu w 1943 r.]. On mnie tak wyzywa. To brak szacunku. Myślę, że to był ostatni mecz, kiedy podałem mu rękę.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej