W pierwszym meczu 1/16 finału Ligi Europy włoski zespół pojechał do Szwajcarii i nie miał żadnych problemów z pokonaniem rywala.

W 11. minucie kompromitujący błąd popełnił bramkarz FC Zürich, Szwajcar Yanick Brecher. W polu karnym przyjął podanie od obrońcy tak niefortunnie, że piłkę zabrał mu bez problemu Arkadiusz Milik, który szybko kopnął do Lorenzo Insigne, a Włoch już nie mógł spudłować do pustej bramki. 10 minut później gola strzelił Hiszpan José María Callejón niepilnowany w polu karnym przez obrońców drużyny z Zurychu.

Piotr Zieliński strzelił gola w drugiej połowie. Dostał piłkę na linii pola karnego, wbiegł w nie, zamarkował uderzenie (czym położył na murawę dwóch rywali) i zdobył czwartą bramkę w sezonie.

24-latek - tak jak jego rówieśnik Milik - rozegrał cały mecz.

Jedynego gola dla gospodarzy strzelił z rzutu karnego reprezentant Kosowa Benjamin Kololli. Wykonanie "jedenastki" miał całkiem pomysłowe. Podciął lekko futbolówkę i uderzył w środek bramki (bramkarz rzucił się w lewo), trochę jak słynny Czech Antonín Panenka w finale mistrzostw Europy w 1976 r., w którym Czechosłowacja pokonała Republikę Federalną Niemiec.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej