Długą i bolesną drogę przebył Ajax, zanim sprezentował kibicom taki wieczór jak w środę. Kiedy Real Madryt wygrywał Ligę Mistrzów w 2016 r., ekipa z Amsterdamu odpadała w eliminacjach. Po porażce z Rapidem Wiedeń. Kiedy rok później Real bronił tytułu najlepszej drużyny w Europie, Ajax też skończył LM już latem. Dwumecz z Rostowem przegrał 2:5. A potem, już w Lidze Europy, przeżył wyrównane mecze z Legią. Kiedy w końcu Real w 2018 r. jako pierwszy zespół od lat 70. triumfował w LM trzeci raz z rzędu, Ajax znów nie przebrnął eliminacji. Za silna okazała się Nicea.

Zapaść Ajaxu świetnie rymowała się z zapaścią reprezentacji Holandii, która nie potrafiła zakwalifikować się ani na Euro 2016, ani na mundial w Rosji. W kilka lat kraj, którego reprezentanci siedem razy wygrywali plebiscyt Złota Piłka, który dał futbolowi Johana Cruyffa oraz drużyny, bez których nie można sobie historii tej dyscypliny wyobrazić, zamienił się w czarną dziurę. Bez teraźniejszości, z małymi nadziejami na przyszłość.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej