Marek Deryło: Jak ochłonąć po takim weekendzie? Została pani piątym (po Adamie Małyszu, Justynie Kowalczyk, Zbigniewie Bródce i Kamilu Stochu) polskim zdobywcą Pucharu Świata w sportach zimowych.

Natalia Maliszewska: Z Turynu do domu nie jest daleko, ale czuję się tak, jakbym zmieniła kilka stref czasowych. Jakbym miała jet lag. Tyle odebrałam telefonów po zwycięstwie, trudno ogarnąć takie zamieszanie. Do tego dochodzi zmęczenie fizyczne po długim i trudnym sezonie Pucharu Świata.

Wydaje mi się, że nie cieszyłam się z sukcesu tak, jak powinnam. Oczywiście radość była wielka, ale jednak niewspółmierna do skali osiągnięcia. Taki to był sezon.

Właściwie wszyscy byli pewni, że triumf w klasyfikacji generalnej zapewniła pani sobie już w sobotę, po zajęciu drugiego miejsca w finale. A jednak okazało się, że do klasyfikacji generalnej nie wlicza się dwóch najgorszych wyników z PŚ, a nie tylko jednego.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej