Niedzielny konkurs lotów w Oberstdorfie. Hymn Polski w tempie andante. Zwycięzca Kamil Stoch rezygnuje ze śpiewania. Trzeci w konkursie Dawid Kubacki próbuje do końca. Przed podium trzyma się za barki 13-osobowa polska ekipa (nie licząc skoczków). Trener główny – Stefan Horngacher – ma do pomocy dwóch asystentów, fachowca od kombinezonów, dwóch serwismenów, wśród nich jeden ściągnięty z biegów narciarskich ze względu na wiedzę tajemną o smarowaniu. Ma też biomechanika, fizjologa, lekarza, osobę od nowinek technicznych, informatyka, fizjoterapeutów, osobę odpowiedzialną za kontakty z mediami, kierowców i ochroniarzy na niektóre konkursy.

– A więc mamy prawo spodziewać się wyników, bo to wszystko kosztuje niemałe pieniądze – mówi jeden z trenerów skoków narciarskich. – Kiedyś był trener Łukasz Kruczek, jego asystent, który pełnił też funkcję serwismena, razem z Kruczkiem. Trener z maszyną do szycia jeździł, aby samemu po nocy poprawiać kombinezony.

Pozostało 85% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej