Najlepsi biatloniści świata startowali w Kanadzie po raz pierwszy od trzech lat. Śniegu była cała masa, świeciło słońce, na zdjęciach wyglądało to jak zimowa bajka. Do momentu, kiedy spojrzało się na odczyt termometru. Duża część Ameryki Północnej i Kanady zmagała się z falą mrozu. W Canmore temperatura regularnie spadała poniżej 20 stopni, a w niedzielę rano wynosiła -32.

Z sześciu zaplanowanych biegów udało się rozegrać cztery, przy czym dwa na skróconych dystansach. To nowe rozwiązanie, przegłosowane na ostatnim kongresie Międzynarodowej Unii Biathlonu (IBU) na wypadek ekstremalnych warunków pogodowych. W czwartkowych biegach indywidualnych mężczyźni rywalizowali na 15 km zamiast 20, a kobiety na 12,5 zamiast 15. – A i tak było trudno. Nie mogę się doczekać powrotu do hotelu i gorącej kąpieli – mówiła Czeszka Markéta Davidová, która zajęła drugie miejsce. Z pogody cieszył się jedynie trenujący na co dzień w głębokiej Rosji Aleksandr Łoginow.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej