W XXI wieku drużyny z Bełchatowa i Rzeszowa zdobyły w sumie aż 22 medale mistrzostw Polski (11 złotych), jako jedyne polskie kluby grały w finale Ligi Mistrzów. W swoich kadrach mają w sumie dziewięciu mistrzów świata, większość zawodników ma na koncie międzynarodowe sukcesy. Budżety tych ekip należą do największych w kraju. W tabeli PlusLigi trzeba ich jednak szukać daleko od czołówki: PGE Skra zajmuje szóste miejsce – ostatnie dające szansę gry o medale, zaś Asseco Resovia do dziesiątej kolejki zamykała tabelę, a dziś jest 9.

Słaba postawa potentatów jest ogromnym zaskoczeniem, lecz jej przyczyny są różne. Przed startem rozgrywek oba kluby były wymieniane wśród faworytów. PGE Skra broniła tytułu, a Adam Góral, właściciel Asseco Poland, sypnął pieniędzmi na transfery. Poprzedni sezon rzeszowianie skończyli na szóstym miejscu, co uznano za klęskę. Reakcja była natychmiastowa: przyjechał eszelon gwiazd. Wrócili Rafał Buszek i Mateusza Mika, a z Trefla Gdańsk przyszedł aktualny mistrz świata Damian Schulz. To nie koniec, bowiem do drużyny dołączyli brązowi medaliści ostatniego mundialu: środkowy David Smith i Kawika Shoji, a na dokładkę dodano australijskiego libero Luke’a Perry’ego i Brazylijczyka z francuskim paszportem Rafaela Redwitza. A przecież byli jeszcze Marcin Możdżonek, Jakub Jarosz, Thibault Rossard czy Bartłomiej Lemański, o których nie można napisać, że są siatkarzami anonimowymi.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej