Aż 17,2 pkt przewagi nad liderem Pucharu Świata Ryoyu Kobayashim to popis mocy Polaka. Stoch miał najdłuższy skok pierwszej serii (132,5), po nim niedzielny konkurs wydawał się już rozstrzygnięty. Sportowa złość jeszcze raz okazała się dobrą motywacją. Polak był bardzo rozczarowany swoimi skokami w konkursie drużynowym. Popełnił w nim błąd techniczny, przez który wytracał zbyt dużo prędkości w locie. Uwagi Stefana Horngachera pomogły. Tak twierdził sam zawodnik. Trudno nie wierzyć, skoro zaprezentował na skoczni tak mocne argumenty.

Stoch wygrał po raz 33. w karierze. Ma tyle samo zwycięstw, co legendarny Niemiec Jens Weissflog. Są ex aequo na piątym miejscu na liście wszech czasów. Za Gregorem Schlierenzauerem (53), Nykaenenem (46), Małyszem (39), Janne Ahonenem (36).

Kamil Stoch odleciał w pierwszej serii

Już po pierwszej serii w Lahti Kamil prowadził z przewagą 9,7 pkt nad Stefanem Kraftem. I choć po lądowaniu zakrawędziował jedną nartą, sędziowie ocenili jego skok jako bliski ideału. Notę za styl Polak miał najwyższą w stawce, lepszą o 0,5 pkt od Krafta, uchodzącego za największego stylistę.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej