Wściekłość Kuby Wolnego nie miała granic. – Nie dość, że skakałem słabo, to jeszcze spieprzyłem konkurs kolegom – powiedział 23-latek. Jego kandydatura do startu w zawodach drużynowych w Lahti nie podlegała dyskusji. Zaledwie sześć dni wcześniej na mamucie w Oberstdorfie osiągnął w Pucharze Świata życiowy wynik. Był szósty. W tym czasie przeżywający kryzys formy Maciej Kot trenował w Polsce, a inny kandydat na czwartego w drużynie Stefan Hula trzykrotnie przepadł w kwalifikacjach.

W przedostatnim sprawdzianie drużyny przed MŚ w Seefeld Stefan Horngacher nie miał wyjścia. Musiał dać szansę Wolnemu. Młody skoczek spisał się dobrze w serii próbnej, ale w zawodach trafił dwa razy na złe warunki. Najgorsze w stawce. I zupełnie sobie nie poradził. Drugi skok (106 m) w zasadzie przekreślił polskie szanse na podium.

Wolny osiągnął 25. wynik dnia. Najgorszy z wszystkich nacji rywalizujących o czołową trójkę (Austria, Niemcy, Japonia i Polska). Niezadowolony z siebie był jednak nie tylko on. Kamil Stoch stwierdził, że nie sprostał zadaniu. Drugi skok lidera drużyny mógł jej dać wygraną z Japończykami. Ale trzykrotny mistrz olimpijski uzyskał tylko 119 m. Indywidualnie Stoch miał piąty wynik, z Polaków lepszy o 4,4 pkt był Dawid Kubacki. Mimo wszystko odczucie lidera było takie, że i on zawalił.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej