Zostawmy na chwilę to, czy 12 lat temu wyjeżdżał ze słabszej, czy silniejszej ligi. Wyjeżdżał z innej. Na boiskach spotkał dzisiejszych ekspertów telewizyjnych (Kazimierz Węgrzyn), trenerów szykujących się do mundialu dwudziestolatków (Jacek Magiera) i gwiazdy reality show (Radosław Majdan). Sędziowali mu arbitrzy, którym potem została z nazwiska tylko jedna litera, grał na stadionach wpisanych do rejestru zabytków. Polska została gospodarzem Euro 2012 w kwietniu 2007 r., Błaszczykowski wyprowadził się do Borussii Dortmund dwa miesiące później.

Ten powrót miał, rzecz jasna, wyglądać inaczej. Kiedy we wrześniu skrzydłowy Wolfsburga dogadywał szczegóły umowy z Wisłą, nie wiedział, że zimą krakowskiemu klubowi zagrozi bankructwo i że będzie musiał go podratować pożyczką. Tak czy inaczej od poniedziałkowego meczu z Górnikiem Zabrze najważniejsze będzie już tylko to, ile zostało ze skrzydłowego, który przez lata podrywał trybuny podczas meczów reprezentacji i Bundesligi.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej