Wolny miał najgorsze warunki wietrzne w obu seriach. Mimo wszystko odległości 112 i 106 m sprawiły wielką osobistą przykrość 23-latkowi. Miał 25. wynik dnia z notą poniżej 200 pkt. Jego krótkie skoki były przyczyną lądowania Polaków poza podium.

A przecież zaledwie 6 dni wcześniej na mamucie w Oberstdorfie Wolny osiągnął życiowy wynik (szóste miejsce w PŚ). Wydawało się, że Stefan Horngacher ma czwartego do drużyny na mistrzostwa świata w Seefeld.

Tak samo w Lahti zwiedziony był Stoch, który w drugiej serii uzyskał dopiero piąty wynik w swojej grupie. W pierwszej minimalnie przegrał tylko ze Stefanem Kraftem, mimo wszystko złożyło się to na piąty wynik dnia lidera polskiej kadry z notą zaledwie 4,4 pkt niższą od Dawida Kubackiego i 3,2 pkt lepszą od Piotra Żyły. W swojej drugiej grupie Żyła miał dwa najlepsze skoki.

Polacy wracają do punktu wyjścia. Wciąż nie wiadomo, czy to Wolny powinien skakać w Innsbrucku na Bergisel, gdzie 24 lutego Polacy będą bronić złotych medali MŚ. Przez dwa lata od tytułu wywalczonego w Lahti zmieniło się bardzo dużo. Wtedy równo skakała cała czwórka, z Maciejem Kotem.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej