Marek Deryło: Przed dwoma ostatnimi biegami Maliszewska ma 11255 punktów przewagi nad Holenderką Larą van Ruijven (wygrany otrzymuje 10000 pkt, drugi na mecie 8000). Jeśli w Turynie dwukrotnie będzie przynajmniej piąta, jako pierwsza Polka zdobędzie Puchar Świata w short-tracku na dystansie 500 m. Czy taką przewagę można jeszcze roztrwonić?

Ewa Białkowska: Teoretycznie tak, bo short-track, szczególnie na dystansie 500 m, jest bardzo kontaktowym sportem. Zawodniczki pędzą około 40 km/godz. i w zakręty, w których działa bardzo duża siła odśrodkowa, wchodzą bardzo ściśnięte. Powstają różne niebezpieczne sytuacje. Nie chodzi mi tylko o ryzyko upadku, ale mogą zdarzać się również dyskwalifikacje. Wszystko dlatego, że w takim tempie, w ferworze walki, jeśli zawodniczki będące centymetry od siebie walczą o pozycję, to działają u nich naturalne instynkty samoobronne: mocniej pracują rękami lub bezwiednie zawężają tor jazdy. Jeśli wtedy kontakt jest mocny, sędziowie mogą wykluczać z rywalizacji. Wspominam o tym, bo sport jest nieprzewidywalny, niemniej mogę z wielkim prawdopodobieństwem odpowiedzieć: Natalia nie odda już prowadzenia w klasyfikacji generalnej. Ona znakomicie startuje, już na pierwszych metrach sadzi takie susy, że wyskakuje do przodu i ogranicza ryzyko dyskwalifikacji podczas walki z przeciwniczkami. Po prostu nie jedzie w największym tłoku.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej