Dariusz Wołowski: Niedzielne loty na mamuciej skoczni w Oberstdorfie były wielkim zastrzykiem optymizmu dla polskich skoczków. Za niespełna trzy tygodnie MŚ w Seefeld...

Jakub Kot: Czas w skokach pędzi z zawrotną prędkością. W piątek w Oberstdorfie Dawid Kubacki był drugi, w sobotę spadł na 22. pozycję i narzekał, że czuł w nogach wysiłek sprzed 24 godzin. Po czym w niedzielę, teoretycznie jeszcze bardziej zmęczony, wrócił na podium. Ryoyu Kobayashi? Też sinusoida. I tak można z każdym skoczkiem, choćby nastoletni Słoweniec Timi Zajc, który w piątek pierwszy raz w życiu wjechał na mamuta i wygrał. Skoki były zawsze nieprzewidywalne, ale teraz przy tak wyrównanej stawce nieprzewidywalność stała się ekstremalna. Skoro z dnia na dzień wyniki zmieniają się tak mocno, jeśli po najdrobniejszym błędzie świetny skoczek spada ze szczytu aż do trzeciej dziesiątki, to jak przewidzieć, co się stanie za trzy tygodnie w Seefeld? Zwłaszcza że Bergisel, skocznia mistrzostw świata, ma się nijak do mamuta w Oberstdorfie.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej