Czasem wydaje nam się, że jasno widzimy okoliczności jakiegoś wydarzenia, a wtedy dowiadujemy się o czymś, co kompletnie zmienia obraz. Tak było z Maxem Schmelingiem i Joe Louisem.

Spotkali się w ringu pierwszy raz w czerwcu 1936 r. w Nowym Jorku. Były mistrz świata Schmeling stanął naprzeciw młodego pięściarza Louisa. Gdyby wygrał 22-letni Amerykanin, w następnym pojedynku biłby się o tytuł mistrza świata.

Zamieszki w Harlemie

Promotorzy liczyli na milion dolarów z biletów na Yankee Stadium, byłby to ówczesny rekord, ale – częściowo z powodu przełożenia pojedynku o jeden dzień z powodu deszczu – przekroczyli ledwie połowę wymarzonych wpływów. Innym powodem było być może to, że w artykułach w amerykańskiej prasie z tamtego czasu dziennikarze piszą o niemieckim pięściarzu po prostu jako jednym z poważnych rywali, ale nie najmocniejszym. Bukmacherzy obstawiali zwycięstwo Schmelinga w stosunku 8:1.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej