Dariusz Wołowski: 148,5 metra – do soboty pewnie nikt nawet nie pomyślał, że na Okurayamie da się odlecieć tak daleko.

Jakub Kot (były skoczek, ekspert): Z całą pewnością. Gdyby sędziowie przewidzieli, że Stoch dostanie tak mocny podmuch pod narty w ostatniej fazie lotu, zapewne drastycznie skróciliby mu rozbieg. Lądowanie na wypłaszczonym odcinku zeskoku jest niebezpieczne. W Zakopanem wszyscy widzieliśmy, co się stało z Davidem Siegelem, którego wiatr wyniósł poza granicę 140 m. Młody Niemiec spadł na ubitą ziemię z bardzo wysoka, co sprawiło, że więzadła w kolanie nie wytrzymały. Tor lotu Stocha jest bardziej płaski, ale po rekordowym locie na Okurayamie Kamil dotknął dłonią piersi w miejscu serca. Z uczuciem ulgi. On doskonale wiedział, jak to się mogło skończyć. Wśród skoczków nie było pewnie takiego, który nie poczułby zazdrości. Taki lot zapamiętuje się na długo, nawet na zawsze.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej