Tadeusz Kądziela: Jeszcze w ostatnim sezonie rywalizował pan z Gerdem Kanterem na rzutni. Jak to się stało, że Estończyk po 20 latach zastąpił Witolda Suskiego?

– Rozmawialiśmy od miesięcy. Gerd zaczął podpytywać mnie i Roberta Urbanka, czy nie myślimy o zmianie trenera, skoro od dwóch sezonów nam nie idzie. Tłumaczyłem się kontuzjami, ale on dał do zrozumienia, że warto poszukać nowych bodźców. Zaczęliśmy się zastanawiać, dlaczego z nami o tym rozmawia. Już wcześniej wiedzieliśmy, że kończy karierę i myśli o trenowaniu innych. Na pożegnalnych zawodach w Tallinnie wyznaliśmy, że chcemy zaryzykować, i to my złożyliśmy mu propozycję. Zgodził się, przedstawił plan.

Zmiana to efekt nieudanych mistrzostw Europy w Berlinie?

– Nie. Potrzebowałem nowego bodźca. Lubię podejmować wyzwania, nawet jeśli się wiążą z ryzykiem. Jestem hazardzistą.

Za wami pierwszy obóz treningowy w Tallinnie. Jak było?

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej