„Nie wiem, czy kiedykolwiek widziałem, żeby piłka meczowa tak odmieniła spotkanie” – napisał na Twitterze Ben Rothenberg, korespondent „NY Timesa”.

Serena Williams prowadziła 40-30 i serwowała. Sędzia wywołał błąd stóp, czyli dostrzegł, że tenisistka nastąpiła na linię. Decyzja kontrowersyjna, bo pierwsza taka w meczu, a powtórka nie rozwiała wątpliwości. Jeśli błąd był, to minimalny. Amerykanka nie protestowała, postawiła stopę o kilka centymetrów dalej, zaserwowała ponownie. Plišková zepchnęła ją do defensywy i ruszyła do siatki. Williams spodziewała się ataku na bekhend, a Czeszka wybrała przeciwny róg kortu. Wtedy Amerykanka wykonała zwrot, wykrzywiając przy tym kostkę. Uderzyła w siatkę, z grymasem złapała się za lewą nogę.

I sytuacja na korcie zmieniła się diametralnie. Williams przegrała dwa następne punkty, gema, potem kolejne. Przy stanie 5:4 znów miała trzy meczbole (przy serwisie Pliškovej), ale rywalka ponownie wszystkie obroniła. Kilka minut później oszołomiona cieszyła się ze zwycięstwa, a jej mąż, czeski dziennikarz sportowy Michal Hrdlicka, wykonał szalony taniec w loży zawodniczki.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej