W poniedziałek zdjęcie triumfującej 22-letniej tenisistki umieściły na okładce największe australijskie dzienniki. „Artyzmem rodem ze starej szkoły uciszyła jęczącą Szarapową” – napisał „The Australian”. „Ta Barty dopiero się zaczyna” – oznajmia na okładce „Daily Telegraph”, grając podobieństwem nazwiska zawodniczki do słowa „party”.

Prasa wpadła w euforię, bo rozstawiona z numerem 15. tenisistka w IV rundzie pokonała Marię Szarapową 4:6, 6:1, 6:4. Została pierwszą reprezentantką gospodarzy w ćwierćfinale singla kobiet od 2009 r., kiedy Jelenę Dokić zatrzymała Dinara Safina. Do półfinału jako ostatnia doszła Belinda Cordwell (1989). Tego Barty nie może pamiętać, bo urodziła się siedem lat później.

Ashleigh Barty zostawiła korty na ponad rok

– Australijczycy kochają sport, są od niego uzależnieni i głodni sukcesów. Zawsze o tej porze roku szukają rodaka, który może daleko zajść w turnieju – mówiła Barty po I rundzie. Wówczas jeszcze nie wiedziała, że w tym roku nadzieje kraju spoczną właśnie na niej. Ostatni reprezentanci w turnieju mężczyzn dotrwali do III rundy, a media więcej niż o ich wynikach pisały o sporze między utalentowanym, ale krnąbrnym Bernardem Tomiciem i kapitanem reprezentacji w Pucharze Davisa Lleytonem Hewittem. Teraz przerzuciły się na Barty.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej