Przypadł mi w dziale jak zwykle felieton o nadludzkich wyczynach, tymczasem to nieludzki czyn od tygodnia kładzie się cieniem na wszystkim, co w czasie pokoju mogłoby nam się wydawać istotne.

Polała się krew i w niej wszystko utonęło. Polak zadźgał Polaka na oczach milionów. Państwowa hodowla nienawistników przyniosła plony. Planowe rozpruwanie społeczeństwa na dwa plemiona zmaterializowało się w rozprutym sercu człowieka, który akurat wszelkim podziałom zaprzeczał. Otwarty chrześcijanin, a nie fundamentalista – najbardziej niebezpieczna figura dla narodowych fanatyków. Zbrodnia dokonała się nie w afekcie, ale w efekcie metodycznej kampanii propagandowego odczłowieczania wszystkich przeciwników obozu władzy. Akty terroru dokonywane przez ludzi o zaburzonej osobowości, podatnych na zero-jedynkowy przekaz mediów rządowych, autorzy kampanii mogli przewidywać. Dlatego zgraja łotrów, która do tego mordu się przyczyniła, musi teraz nawoływać do ciszy nad trumną lub rozpraszać odpowiedzialność na wszystkich. To tak, jakby sąsiad, który znieważał i bił co noc swoją żonę, oskarżył mnie o mowę nienawiści, kiedy go nazwałem łajdakiem i damskim bokserem. A kiedy już ją zatłukł, roni łzy i nawołuje do wspólnej zadumy wszystkich mieszkańców.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej