– Dawid wciągnął nas na podium za uszy – powiedział Kamil Stoch z szerokim uśmiechem. Komplement dla Kubackiego jak najbardziej zasłużony. W bezpośrednim pojedynku ze Słoweńcem Timim Zajcem lider polskiej drużyny ustanowił nowy rekord Wielkiej Krokwi. 143,5 m – to był moment wielkiego wzlotu, na który 25 tys. marznących widzów czekało prawie dwie godziny. Niewiele było jednak takich momentów w sobotni wieczór.

Można do nich zaliczyć skok Stocha z pierwszej serii (136 m). I progres walczącego z kryzysem Macieja Kota, choć indywidualnie miał on i tak odległy 22. wynik.

Adam Małysz nie bardzo umiał wytłumaczyć, co się stało z Piotrem Żyłą. Trzeci zawodnik klasyfikacji generalnej Pucharu Świata był najsłabszy w drużynie. Jego pierwszy skok (126,5 m) sprawił, że Polacy już na starcie stracili kontakt z Niemcami i Austriakami. Bili się już tylko o trzecie miejsce.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej