- Kamil [Stoch] powiedział, że wciągnąłem drużynę na podium? To może dopiero wieczorem, wtedy może będę ich musiał ciągnąć za uszy - śmiał się Kubacki, najlepszy ostatnio polski skoczek. Po ostatnim zwycięstwie w Predazzo skacze na luzie i ląduje daleko. Dzisiaj w pierwszej serii uzyskał 134, a w drugiej 143,5 m.

- I nawet nogi tak nie bolą, pomimo lądowania poza rozmiarem skoczni. Oczywiście, że się cieszę, zresztą widać to też było chwilę po skoku. Rekordów nie pobija się przecież często.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej